"Wakacje na nieznanym lądzie"
czwartek, 30 czerwca 2011
Rozdział VI - Bolesna (nie)prawda
Wstałam bardzo wcześnie i już miałam ochotę spotkać się z Kamilem, moim Kamilem. Ubrałam się jak najładniej mogłam. Na szczęście dziś był dzień wolny od wszelkich pojedynków i zadań. Elegancko, z wielką gracją zeszłam na śniadanie. Oczywiście nie mogłam skupić się na jedzeniu, bo przez cały czas gapiliśmy się na siebie i uśmiechaliśmy się. No tak, nie potrafimy ukrywać, że ze sobą chodzimy, bo już po śniadaniu wszyscy wiedzieli co znaczą te spojrzenia i uśmiechy. Przynajmniej nie musieliśmy się jakoś głupio tłumaczyć gdzie idziemy i dlaczego razem. No więc poszliśmy nad morze, bo gdzie indziej znaleźć odrobinę ciszy i mnóstwo romantyki. Nasz spacer minął na czułych słówkach, uśmiechach, żartach, etc. Było naprawdę miło i szybko się skończyło, bo moja drużyna zarządziła sobie zebranie, więc musiałam wracać do hotelu. Zebranie jak zebranie, musieliśmy wybrać przewodniczącego - padło na Michała, musieliśmy wymyślić swoje krótkie, jednozdaniowe hasło - wybraliśmy pomysł Weroniki 'My się wysilimy, postaramy i po trupach do celu wygramy!'. Po zebraniu już tylko rozeszliśmy się i poszliśmy w swoje strony. W pokoju Weronika zaczęła rozmowę:
- Ej, ty chodzisz z tym Kamilem, co nie?
- No tak
- No bo wiesz musisz coś wiedzieć...
- Co?
- On... No bo wiesz... Ale nie obrazisz się?
- Nie jeśli powiesz to wprost i nie będziesz się plątać
- Ok. W takim razie słuchaj. Gadałam dziś z Martą, ona zna Kamila, bo jest jego sąsiadką. I jakoś tak się zgadało na wasz temat. Wtedy ona się spytała czy ty wiesz, że on ma dziewczynę?
- Co?! Ale jak to.
- No normalnie. On mieszka w Warszawie, tak jak ty, ja, Marta i ta jego dziewczyna. Jolka ma na imię.
- Ale, że co?!
- Sorki, ale musiałam Ci to powiedzieć.
- Spoko...
Po tym co w tamtej chwili usłyszałam miałam ochotę go rozszarpać i tą jego Jolkę też. Pocieszałam się, że może Wera tylko mi nakłamała, bo jej się z tym Adrianem nie układa... Spojrzałam na zegarek, była już 11.05, a ja się przecież umówiłam z Kamilem na 11.00. Ledwo co powstrzymałam łzy i pobiegłam na miejsce spotkania. Akurat padał deszcz.
- Hej kochanie - powiedział
- Hej! - odpowiedziałam złamanym głosem.
- Co Ci się stało? Dlaczego jesteś taka smutna? - powiedział to słodko i spróbował mnie przytulić, ale ja odsunęłam się od niego - Co jest?
- Czy to prawda... że masz dziewczynę Jolkę w Warszawie - powiedziałam jednym tchem
- Ale... no zrozum... Skąd wiesz?
- Marta mi powiedziała. Jak ty tak mogłeś?! Wiesz, naprawdę mi się spodobałeś, ale dla Ciebie to była tylko zabawa! Jesteś skończonym chamem!
- Ale... Pozwól, że Ci to wytłumaczę
- Że co?! Że prawdziwą dziewczynę masz w Warszawie, a ja jestem tylko 'wakacyjną przygodą'?!
- To nie tak... bo widzisz, ja...
- Daruj sobie - przerwałam mu i zaczęłam biec w stronę mojej tajemnej polanki. Tym razem wybuchłam płaczem, nie mogłam się powstrzymać. On tam został i stał jak wryty.
Gdy już byłam na swojej polance, usiadłam na dużym kamieniu. Nie wiedziałam co robić. Teraz już nie mogłam znaleźć żadnego wytłumaczenia.. bo żadnego nie było! Byłam wściekła i załamana. Po chwili poczułam, że ktoś dotyka mojego ramienia, odwróciłam się to był... oczywiście Kamil!
- Co ty tu robisz? Jak mnie tu znalazłeś? - powiedziałam ocierając łzy
- Śledziłem Cie. Sorki, ale ... chcę Ci wszystko wytłumaczyć. Mogę?
- Jasne, że możesz.
- Tylko proszę nie przerywaj mi.
- No ok.
- A więc faktycznie mam dziewczynę - Ciebie. Odkąd Cie pierwszy raz zobaczyłem już wiedziałem, że musimy być razem. Jesteś naprawdę wyjątkową dziewczyną. Faktycznie chodzę z Jolką, ale tylko dlatego, że nie mam teraz jak z nią zerwać. Tu nie ma telefonów ani poczty. Przepraszam, że Ci o niej nie powiedziałem, ale wtedy byś na pewno ze mną nie chodziła, a mi na Tobie bardzo zależy. Wybaczysz mi?
- Dobra wybaczam Ci... ale to niczego nie zmienia. Nadal 'coś' do Ciebie czuje, ale muszę się poważnie zastanowić czy ten związek miałby w ogóle jakichś sens skoro jego fundamentem jest kłamstwo.
- Na prawdę Cie przepraszam. Rozumiem, że możesz czuć się oszukana. Sorki. W takim razie nie będę Ci już przeszkadzał. Wybacz... - powiedział to i odszedł
Teraz już zostałam sama na tym kamieniu. Cały dzień minął tak nijak. Cały czas się zastanawiałam co zrobić. Wciąż go kocham, ale mam też do niego żal...
środa, 29 czerwca 2011
Rozdział V - Zadanie nr. 1
Nasza grupa wstała bardzo wcześnie, aby się przygotować, bo przecież dziś pierwszy pojedynek, który miała się zacząć o jedenastej. Przez 15 minut ćwiczyliśmy jogę a po tym skoczyliśmy na śniadanie. Michał wpadł na pomysł aby wyrwać tą mapę z "Mexico" i zabrać ze sobą. Uznaliśmy, że to świetna myśl i zrobiliśmy tak jak radził Michał. Do plecaków spakowaliśmy wodę i coś słodkiego. Byliśmy strasznie podekscytowani. Czas mijał bardzo szybko. Wreszcie nastała jedenasta. Wszyscy stali już na miejscu zbiórki, przyszła Marzena.
Marzena: Witajcie! Przed wami pierwsze zadanie. Musicie zdecydować czym chcecie się kierować. Na mapie z książki, którą wczoraj znaleźliście są zaznaczone dwa szlaki - szlak niebieski to szlak równowagi, a ten czerwony to szlak siły. Wygra drużyna, która jako pierwsza wykopie i przyniesie do mnie wykopany skarb. Drużyno nieba, czym się kierujecie?
My: Równowagą
Marzena: Drużyno ziemi czym się kierujecie?
Oni: Siłą
Marzena: A więc, 3... 2... 1... Ruszajcie!!!
Wzięliśmy mapę i szukaliśmy miejsca, w którym zaczyna się trasa. Zaczęliśmy biec. Wbiegliśmy do lasu i napotkaliśmy pierwszą przeszkodę. Naszym oczom ukazał się wielki dół zapełniony błotem. Musieliśmy przejść na drugą stronę po takiej drabince, która leżało poziomo. Udało mi się przejść, chociaż ledwo co powstrzymałam łzy i pisk, bo tak się składa, że panicznie boję się wysokości. Biegliśmy dalej i pojawił sie kolejny błotny dół, tym razem musieliśmy przejść po pniu. Po raz kolejny nie było żadnych 'ofiar'. Nie źle się zmęczyliśmy biegnąc pod górkę. Na szczęście udało nam się dotrzeć na miejsce gdzie zakopany był skarb. Tylko jak mieliśmy go wykopać skoro nie mieliśmy żadnej łopaty. No tak, zostały nam tylko ręce. Upaplaliśmy się cali w ziemi, ale mniejsza z tym skoro wykopaliśmy skrzynię ze skarbem. Biegliśmy dalej aby wyjść z tego lasu. Kolejną przeszkodą było jezioro, przez które musieliśmy przepłynąć na dwóch tratwach. Kilka razy prawie się wywróciliśmy, ale skrzynię ze skarbem chroniliśmy ze wszystkich sił. Dopłynęliśmy i pobiegliśmy w stronę Marzeny. Byliśmy pierwsi! Wygraliśmy ten pojedynek! Dostaliśmy nagrodę - 4 radia, a drużyna ziemi dostała karę - musiała posprzątać całe piętro pierwsze.
Tym razem zamiast kolacji był grill nad morzem. Od razu powędrowałam w stronę Kamila, który akurat stał na molo.
- Hejka - powiedziałam
- Hej!.
- Co porabiasz?
- Tak się zastanawiam czy umiesz pływać...
- Umiem, a co?
- A nic. - uśmiechnął się i... wepchnął mnie do morza, a później sam wskoczył.
- Co ty wyprawiasz? - powiedziałam niby złowrogo, ale i tak po kilku sekundach wybuchliśmy śmiechem. Zaczęliśmy się chlapać. Nie zwracaliśmy uwagi na to że pływamy w ubraniach. Nagle stanęliśmy, jedną ręką trzymał moją rękę pod wodą, a drugą odgarnął moje włosy z twarzy i złapała mnie później ta ręką za moja drugą rękę. Trochę to poplątane. Teraz staliśmy trzymając się za ręce pod wodą. To było strasznie romantyczne. Słodko się uśmiechnęłam. To miłe wydarzenie przerwała fala, a my na chwilę znaleźliśmy się pod wodą. Gdy się wynurzyliśmy wszyscy byli już w morzu. Zero prywatności! Robiło się już ciemno...
- Chodźmy na spacer - zaproponował
- Chodźmy
Wyszliśmy z wody i powędrowaliśmy przez las na spacer. Wreszcie się zatrzymał i już po raz drugi trzymał mnie za ręce. Przez chwilę tak staliśmy, słodko się uśmiechając, w końcu on powiedział.
- Wiesz, bardzo mi się podobasz...
- Dzięki, ty mi też.
- No więc.. Czy zostaniesz moją dziewczyną?
- Jasne, że tak.
Nasze twarze zbliżyły się do siebie i... pocałowaliśmy się. To było coś pięknego. Dookoła nas kwiecisty las, ciemne niebo i pełnia...
W jednym dniu po raz pierwszy się pocałowałam i 'zdobyłam' pierwszego chłopaka. Dzień pełen wrażeń. Jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu.
Po tym długim wyjątkowym pocałunku, uśmiechnęłam się i poszłam do swojego pokoju. Sama nie wiem dlaczego. Włączyłam radio, położyłam się na łóżko i czekałam na jutrzejszy dzień i jutrzejsze spotkanie z Kamilem...
Marzena: Witajcie! Przed wami pierwsze zadanie. Musicie zdecydować czym chcecie się kierować. Na mapie z książki, którą wczoraj znaleźliście są zaznaczone dwa szlaki - szlak niebieski to szlak równowagi, a ten czerwony to szlak siły. Wygra drużyna, która jako pierwsza wykopie i przyniesie do mnie wykopany skarb. Drużyno nieba, czym się kierujecie?
My: Równowagą
Marzena: Drużyno ziemi czym się kierujecie?
Oni: Siłą
Marzena: A więc, 3... 2... 1... Ruszajcie!!!
Wzięliśmy mapę i szukaliśmy miejsca, w którym zaczyna się trasa. Zaczęliśmy biec. Wbiegliśmy do lasu i napotkaliśmy pierwszą przeszkodę. Naszym oczom ukazał się wielki dół zapełniony błotem. Musieliśmy przejść na drugą stronę po takiej drabince, która leżało poziomo. Udało mi się przejść, chociaż ledwo co powstrzymałam łzy i pisk, bo tak się składa, że panicznie boję się wysokości. Biegliśmy dalej i pojawił sie kolejny błotny dół, tym razem musieliśmy przejść po pniu. Po raz kolejny nie było żadnych 'ofiar'. Nie źle się zmęczyliśmy biegnąc pod górkę. Na szczęście udało nam się dotrzeć na miejsce gdzie zakopany był skarb. Tylko jak mieliśmy go wykopać skoro nie mieliśmy żadnej łopaty. No tak, zostały nam tylko ręce. Upaplaliśmy się cali w ziemi, ale mniejsza z tym skoro wykopaliśmy skrzynię ze skarbem. Biegliśmy dalej aby wyjść z tego lasu. Kolejną przeszkodą było jezioro, przez które musieliśmy przepłynąć na dwóch tratwach. Kilka razy prawie się wywróciliśmy, ale skrzynię ze skarbem chroniliśmy ze wszystkich sił. Dopłynęliśmy i pobiegliśmy w stronę Marzeny. Byliśmy pierwsi! Wygraliśmy ten pojedynek! Dostaliśmy nagrodę - 4 radia, a drużyna ziemi dostała karę - musiała posprzątać całe piętro pierwsze.
Tym razem zamiast kolacji był grill nad morzem. Od razu powędrowałam w stronę Kamila, który akurat stał na molo.
- Hejka - powiedziałam
- Hej!.
- Co porabiasz?
- Tak się zastanawiam czy umiesz pływać...
- Umiem, a co?
- A nic. - uśmiechnął się i... wepchnął mnie do morza, a później sam wskoczył.
- Co ty wyprawiasz? - powiedziałam niby złowrogo, ale i tak po kilku sekundach wybuchliśmy śmiechem. Zaczęliśmy się chlapać. Nie zwracaliśmy uwagi na to że pływamy w ubraniach. Nagle stanęliśmy, jedną ręką trzymał moją rękę pod wodą, a drugą odgarnął moje włosy z twarzy i złapała mnie później ta ręką za moja drugą rękę. Trochę to poplątane. Teraz staliśmy trzymając się za ręce pod wodą. To było strasznie romantyczne. Słodko się uśmiechnęłam. To miłe wydarzenie przerwała fala, a my na chwilę znaleźliśmy się pod wodą. Gdy się wynurzyliśmy wszyscy byli już w morzu. Zero prywatności! Robiło się już ciemno...
- Chodźmy na spacer - zaproponował
- Chodźmy
Wyszliśmy z wody i powędrowaliśmy przez las na spacer. Wreszcie się zatrzymał i już po raz drugi trzymał mnie za ręce. Przez chwilę tak staliśmy, słodko się uśmiechając, w końcu on powiedział.
- Wiesz, bardzo mi się podobasz...
- Dzięki, ty mi też.
- No więc.. Czy zostaniesz moją dziewczyną?
- Jasne, że tak.
Nasze twarze zbliżyły się do siebie i... pocałowaliśmy się. To było coś pięknego. Dookoła nas kwiecisty las, ciemne niebo i pełnia...
W jednym dniu po raz pierwszy się pocałowałam i 'zdobyłam' pierwszego chłopaka. Dzień pełen wrażeń. Jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu.
Po tym długim wyjątkowym pocałunku, uśmiechnęłam się i poszłam do swojego pokoju. Sama nie wiem dlaczego. Włączyłam radio, położyłam się na łóżko i czekałam na jutrzejszy dzień i jutrzejsze spotkanie z Kamilem...
Rozdział IV - Nad ogniskiem
2.7 - poniedziałek
Wstaliśmy wszyscy bardzo wcześnie. Schodząc na śniadanie znaleźliśmy liścik.
Od razu po (pysznym) śniadaniu pobiegliśmy do biblioteki w poszukiwaniu tej książki. Znalezienie jej nie było trudne, bo wskazówki bardzo nam pomogły. Książka okazała się strasznie gruba. Otworzyliśmy ją aby zobaczyć co jest w środku, naszym oczom ukazały się krzyżówki, łamigłówki, mapa i różne meksykańskie ciekawostki. Dowiedzieliśmy się, że drużyna ziemi też znalazła taką książkę, tyle że w restauracji. Wróciliśmy do salonu i zaczęliśmy czytać instrukcję.
Wzięliśmy się za rozwiązywanie krzyżówek. Niektóre pytania były banalne, ale niektóre tak trudne, że musieliśmy co chwilę chodzić do biblioteki by szukać pomocy. Rozwiązaliśmy wszystkie sześć krzyżówek. Powstały takie hasła: siła, ważniejsza, równowaga, niż, jest. I tu powstał kolejny dylemat, gdyż z tych wyrazów można było utworzyć dwa zdania: "Siła jest ważniejsza niż równowaga" lub "Równowaga jest ważniejsza niż siła". Nie wiedzieliśmy o co tu chodzi, ale zrobiliśmy małą sondę w czym się lepiej czujemy w równowadze czy sile, wyszło że w równowadze. Spojrzeliśmy na mapę, na której były zaznaczone dwa szlaki niebieski i czerwony. Nie wiedzieliśmy o co chodzi, mogliśmy się tylko domyślać.
Nastąpiło południe, w Meksyku o tej porze jest na maxa gorąco, więc poszliśmy na basen. Chlapaliśmy się, robiłyśmy zawody w nurkowaniu, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy. Musieliśmy pójść na obiad. A więc poszliśmy, zjedliśmy i powędrowaliśmy całą grupą nad morze położone około jednego kilometra od naszego hotelu.
Marta: Tu jest cudownie
Majka: Po prostu bosko.
Ja: Macie rację, ale nie wiem jak damy radę przeżyć bez telewizora i komputera.
Marta: Bez kitu
Majka: Przesadzacie!
Piotrek: Nie przesadzamy. Bez neta? Cały miesiąc? Nie dam rady.
Majka: Może nam się uda zdobyć trochę cywilizacji w pojedynkach.
Wera: Oj nie marudźcie. Tu jest pięknie. Patrzcie! Już widać może!
Wszyscy: Wow!
Zachwytu nie było końca. Dobiegliśmy, przebraliśmy się w stroje i wskoczyliśmy do morza. To była świetna zabawa, podczas której doszłam do wniosku, że niestety muszę schudnąć i w ogóle zmienić tryb życia, bo w domu to tylko przed kompem i telewizorem siedziałam zajadając frytki i popijając colą. Namówię 'moich ludzi' na codzienne bieganie po plaży. Ale nie że to przymus, jeśli ktoś nie będzie miał ochoty żeby sobie trochę potruchtać to będzie miał dzień wolny.
Musimy wygrać ten program, bo nagrodą główną jest 1000 złotych i tzw. paczka niespodzianka, czyli duuuże zyski.
Po pływaniu w tym wyjątkowym morzu wróciliśmy na kolację do naszego hotelu, a następnie poszliśmy poczytać te meksykańskie ciekawostki, które okazały się zaskakująco ciekawe, na przykład ta: 'Do Meksyku nie można wwozić i wywozić żadnej żywności'.
Ja: Ej co byście powiedzieli, abyśmy codziennie biegali sobie po plaży?
Wera: Świetny pomysł. Można by też jogę ćwiczyć. No bo wiecie "Równowaga jest ważniejsza niż siła"
Piotrek: Chyba raczej "Siła jest ważniejsza niż równowaga"
Ja: Widzicie musimy ćwiczyć to i to. W dni parzyste będzie czas na bieganie, a w nieparzyste na jogę. Kto jest za?
Mój pomysł spotkał się z aprobatą. Od teraz będziemy sobie ćwiczyć, wszyscy się zgodzili, nie było żadnego wyjątku.
Gdy już się ściemniło zeszliśmy na dwór na ognisko, na wspólne ognisko - drużyny nieba i ziemi. Fajnie nam się razem gadało i żartowało. Musiałam wykorzystać sytuację i zagadać do Kamila, który właśnie siedział na oddalonej ławce, pewnie miał zły dzień. Podeszłam strasznie stremowana, ale już nie było odwrotu.
Ja: Hej. Mogę się przysiąść?
Kamil: Jasne, że tak. Jestem Kamil.
Ja: A ja Ola. Miło mi Cie poznać.
Kamil: Jesteś bardzo miła. Gratuluję, bo w dzisiejszych czasach to rzadkość.
Ja: Dzięki - powiedziałam to spojrzałam na niego i słodko się uśmiechnęłam. On zrobił to samo. Siedzieliśmy i się tak gapiliśmy, gapiliśmy, gapiliśmy, aż zadzwonił mój telefon. Zignorowałam połączenie i wróciliśmy do rozmowy.
Kamil: Ciekawe jakie będziemy mieli jutro zadanie...
Ja: No ciekawe. A jakie wam wyszło zdanie po rozwiązaniu tych krzyżówek.
Kamil: Coś tam w równowagą i siłą, ale dokładnie nie pamiętam.
Ja: Nam też coś takiego wyszło.
Przegadaliśmy tak prawie całe ognisko. Ja się dowiedziałam kilku rzeczy o nim a on o mnie.
Po ognisku wróciłam do pokoju. O 23.00 nastała cisz nocna, więc musieliśmy siedzieć w naszych pokojach. Opowiedziałam Weronice o rozmowie z Kamilem. Opracowywałyśmy plan podbicia serc naszych "wrogów".
Wstaliśmy wszyscy bardzo wcześnie. Schodząc na śniadanie znaleźliśmy liścik.
Od razu po (pysznym) śniadaniu pobiegliśmy do biblioteki w poszukiwaniu tej książki. Znalezienie jej nie było trudne, bo wskazówki bardzo nam pomogły. Książka okazała się strasznie gruba. Otworzyliśmy ją aby zobaczyć co jest w środku, naszym oczom ukazały się krzyżówki, łamigłówki, mapa i różne meksykańskie ciekawostki. Dowiedzieliśmy się, że drużyna ziemi też znalazła taką książkę, tyle że w restauracji. Wróciliśmy do salonu i zaczęliśmy czytać instrukcję.
Wzięliśmy się za rozwiązywanie krzyżówek. Niektóre pytania były banalne, ale niektóre tak trudne, że musieliśmy co chwilę chodzić do biblioteki by szukać pomocy. Rozwiązaliśmy wszystkie sześć krzyżówek. Powstały takie hasła: siła, ważniejsza, równowaga, niż, jest. I tu powstał kolejny dylemat, gdyż z tych wyrazów można było utworzyć dwa zdania: "Siła jest ważniejsza niż równowaga" lub "Równowaga jest ważniejsza niż siła". Nie wiedzieliśmy o co tu chodzi, ale zrobiliśmy małą sondę w czym się lepiej czujemy w równowadze czy sile, wyszło że w równowadze. Spojrzeliśmy na mapę, na której były zaznaczone dwa szlaki niebieski i czerwony. Nie wiedzieliśmy o co chodzi, mogliśmy się tylko domyślać.
Nastąpiło południe, w Meksyku o tej porze jest na maxa gorąco, więc poszliśmy na basen. Chlapaliśmy się, robiłyśmy zawody w nurkowaniu, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy. Musieliśmy pójść na obiad. A więc poszliśmy, zjedliśmy i powędrowaliśmy całą grupą nad morze położone około jednego kilometra od naszego hotelu.
Marta: Tu jest cudownie
Majka: Po prostu bosko.
Ja: Macie rację, ale nie wiem jak damy radę przeżyć bez telewizora i komputera.
Marta: Bez kitu
Majka: Przesadzacie!
Piotrek: Nie przesadzamy. Bez neta? Cały miesiąc? Nie dam rady.
Majka: Może nam się uda zdobyć trochę cywilizacji w pojedynkach.
Wera: Oj nie marudźcie. Tu jest pięknie. Patrzcie! Już widać może!
Wszyscy: Wow!
Zachwytu nie było końca. Dobiegliśmy, przebraliśmy się w stroje i wskoczyliśmy do morza. To była świetna zabawa, podczas której doszłam do wniosku, że niestety muszę schudnąć i w ogóle zmienić tryb życia, bo w domu to tylko przed kompem i telewizorem siedziałam zajadając frytki i popijając colą. Namówię 'moich ludzi' na codzienne bieganie po plaży. Ale nie że to przymus, jeśli ktoś nie będzie miał ochoty żeby sobie trochę potruchtać to będzie miał dzień wolny.
Musimy wygrać ten program, bo nagrodą główną jest 1000 złotych i tzw. paczka niespodzianka, czyli duuuże zyski.
Po pływaniu w tym wyjątkowym morzu wróciliśmy na kolację do naszego hotelu, a następnie poszliśmy poczytać te meksykańskie ciekawostki, które okazały się zaskakująco ciekawe, na przykład ta: 'Do Meksyku nie można wwozić i wywozić żadnej żywności'.
Ja: Ej co byście powiedzieli, abyśmy codziennie biegali sobie po plaży?
Wera: Świetny pomysł. Można by też jogę ćwiczyć. No bo wiecie "Równowaga jest ważniejsza niż siła"
Piotrek: Chyba raczej "Siła jest ważniejsza niż równowaga"
Ja: Widzicie musimy ćwiczyć to i to. W dni parzyste będzie czas na bieganie, a w nieparzyste na jogę. Kto jest za?
Mój pomysł spotkał się z aprobatą. Od teraz będziemy sobie ćwiczyć, wszyscy się zgodzili, nie było żadnego wyjątku.
Gdy już się ściemniło zeszliśmy na dwór na ognisko, na wspólne ognisko - drużyny nieba i ziemi. Fajnie nam się razem gadało i żartowało. Musiałam wykorzystać sytuację i zagadać do Kamila, który właśnie siedział na oddalonej ławce, pewnie miał zły dzień. Podeszłam strasznie stremowana, ale już nie było odwrotu.
Ja: Hej. Mogę się przysiąść?
Kamil: Jasne, że tak. Jestem Kamil.
Ja: A ja Ola. Miło mi Cie poznać.
Kamil: Jesteś bardzo miła. Gratuluję, bo w dzisiejszych czasach to rzadkość.
Ja: Dzięki - powiedziałam to spojrzałam na niego i słodko się uśmiechnęłam. On zrobił to samo. Siedzieliśmy i się tak gapiliśmy, gapiliśmy, gapiliśmy, aż zadzwonił mój telefon. Zignorowałam połączenie i wróciliśmy do rozmowy.
Kamil: Ciekawe jakie będziemy mieli jutro zadanie...
Ja: No ciekawe. A jakie wam wyszło zdanie po rozwiązaniu tych krzyżówek.
Kamil: Coś tam w równowagą i siłą, ale dokładnie nie pamiętam.
Ja: Nam też coś takiego wyszło.
Przegadaliśmy tak prawie całe ognisko. Ja się dowiedziałam kilku rzeczy o nim a on o mnie.
Po ognisku wróciłam do pokoju. O 23.00 nastała cisz nocna, więc musieliśmy siedzieć w naszych pokojach. Opowiedziałam Weronice o rozmowie z Kamilem. Opracowywałyśmy plan podbicia serc naszych "wrogów".
Rozdział III - Poznajmy się
1.7 - niedziela
Dziś wyjazd na nieznane lądy, czyli pierwszy dzień programu "From Mexico to Africa".
Słońce wyszło już zza horyzontu i zaczynało budzić wszystkich ludzi swoimi ciepłymi promieniami. Oli budzić nie było trzeba, bo z emocji w ogóle nie spała. Krzątała się po pokoju i zastanawiała się czy wszystko już spakowała. Próbując zapanować nad nerwami włączyła sobie cichutko radio, tak aby nikogo nie obudzić. Właśnie leciała jedna z jej ulubionych piosenek - Hey Hey Hey. Czas mijał bardzo szybko, aż w końcu nadeszła 7.00 i cały dom stanął na nogi. Po chwili śniadanie było już gotowe i wszyscy zasiedli do stołu. Ola ledwo co zjadła tą kanapkę z serem, a to wszystko za sprawą nerwów, które ściskały jej żołądek. Ostanie przygotowania, i można było już jechać. Do Okęcia była jakaś godzina drogi. Ola wskoczyła ze swoją siostrą Martą na tylne siedzenia. Marta była strasznie zadowolona, że przez następny miesiąc wspólny pokój będzie tylko jej. O 9.40 dojechali już na lotnisko.
Ola poznała kilka osób, w tym Weronikę. Można powiedzieć, że nawet się zaprzyjaźniły. Już po kilku minutach wszyscy siedzieli w samolocie. O 10.00 samolot uniósł się w powietrze. Teraz już nie było odwrotu. Olka nigdy wcześniej nie latała samolotem, więc było to dla niej ogromne przeżycie. Robiła piękne zdjęcia i rozmawiała z Werą. Lecieli 10 godzin, to były wyjątkowe godziny... Na miejscu byli o 22.00 czasu polskiego i 15.00 lokalnego czasu w Meksyku. Gdy wysiedli z samolotu powitała ich opiekunka Marzena, która rozdzieliła ich na pokoje i dała godzinę na rozpakowanie się. Ola wylądowała w pokoju z Weroniką. Wera pochodzi z Wrocławia, ma długie brązowe włosy i niebieskie oczy.
[ZMIANA NARRACJI NA PIERWSZOOSOBOWĄ]
Szybko się rozpakowałam, Wercia również. Zostało nam trochę czasu, więc postanowiłyśmy zwiedzić okolicę. Tu jest naprawdę pięknie,a w dodatku mamy basen i jacuzzi. Pełen wypas. Wieczorem odbyła się tzw. rada plemienna (czyli zebranie), podczas której zostaliśmy podzieleni na dwie drużyny- drużynę nieba i drużynę ziemi.
Marzena: Witajcie na pierwszej radzie plemiennej. Dziś poznacie swoich przyjaciół i wrogów. A więc Marta zapraszamy Cie do drużyny nieba, Kuba drużyna ziemi, Łukasz drużyna nieba, Wiktoria drużyna ziemi, Ola drużyna nieba, Szymon drużyna ziemi, Michał drużyna nieba, Oliwia drużyna ziemi, Weronika drużyna nieba, Kamil drużyna ziemi, Piotr drużyna nieba, Paulina drużyna ziemi, Majka drużyna nieba, Adrian drużyna ziemi, Mateusz drużyna nieba, Agata drużyna ziemi. Dziś macie wolne, aby się lepiej poznać, zwiedzić okolicę lub po prostu dobrze zabawić. Do zobaczenia jutro!
Rozeszliśmy się, każdy do swojego pokoju. Nasza drużyna mieszka na drugim piętrze, a oni na parterze, na pierwszym piętrze mamy restaurację i bibliotekę. Obok hotelu jest super basen, jacuzzi, leżaki, krzesełka, stoliki i ogródek. Mega luksus. W pobliżu naszego hotelu już dwa razy spotkałam pancernika i raz iguanę.
Mamy tu też mini zoo, w którym jest mnóstwo meksykańskich zwierząt. Najbardziej lubię oceloty. Chodzę je często oglądać, te zwierzęta mają żółto-pomarańczową sierść w czarne "kropko-paski". Słodkie kociaki.
Dość opisywania hotelu i okolic, czas opisać moich ludzi. Najbardziej lubię Wercię i Martę. Majka jest strasznie zarozumiała, chłopaki z naszej drużyny są tacy sobie. Chłopak, który mi się podoba to... mój wróg!!! A mianowicie Kamil. Drużyna ziemi jest nawet fajna, no może poza Wiktorią, która nie potrafi pracować w grupie, Oliwka i Paula są OK, a pozostali z ich drużyny to zapaleni sportowcy. Szkoda, że musimy ze sobą rywalizować.
Kamil to słodki blondyn z cudownymi niebieskimi oczami. Tak, tak - bardzo mi się podoba, ale on pewnie mnie nawet nie zauważy. Muszę, no dobra chcę to zmienić.
Powiedziałam o tym 'fatalnym zauroczeniu' Werci i okazało się, że jej też podoba się chłopak z przeciwnej drużyny - Adrian. A więc obie musiałyśmy coś zrobić, zostało nam już tylko 30 dni.
Dziś wyjazd na nieznane lądy, czyli pierwszy dzień programu "From Mexico to Africa".
Słońce wyszło już zza horyzontu i zaczynało budzić wszystkich ludzi swoimi ciepłymi promieniami. Oli budzić nie było trzeba, bo z emocji w ogóle nie spała. Krzątała się po pokoju i zastanawiała się czy wszystko już spakowała. Próbując zapanować nad nerwami włączyła sobie cichutko radio, tak aby nikogo nie obudzić. Właśnie leciała jedna z jej ulubionych piosenek - Hey Hey Hey. Czas mijał bardzo szybko, aż w końcu nadeszła 7.00 i cały dom stanął na nogi. Po chwili śniadanie było już gotowe i wszyscy zasiedli do stołu. Ola ledwo co zjadła tą kanapkę z serem, a to wszystko za sprawą nerwów, które ściskały jej żołądek. Ostanie przygotowania, i można było już jechać. Do Okęcia była jakaś godzina drogi. Ola wskoczyła ze swoją siostrą Martą na tylne siedzenia. Marta była strasznie zadowolona, że przez następny miesiąc wspólny pokój będzie tylko jej. O 9.40 dojechali już na lotnisko.
[ZMIANA NARRACJI NA PIERWSZOOSOBOWĄ]
Szybko się rozpakowałam, Wercia również. Zostało nam trochę czasu, więc postanowiłyśmy zwiedzić okolicę. Tu jest naprawdę pięknie,a w dodatku mamy basen i jacuzzi. Pełen wypas. Wieczorem odbyła się tzw. rada plemienna (czyli zebranie), podczas której zostaliśmy podzieleni na dwie drużyny- drużynę nieba i drużynę ziemi.
Marzena: Witajcie na pierwszej radzie plemiennej. Dziś poznacie swoich przyjaciół i wrogów. A więc Marta zapraszamy Cie do drużyny nieba, Kuba drużyna ziemi, Łukasz drużyna nieba, Wiktoria drużyna ziemi, Ola drużyna nieba, Szymon drużyna ziemi, Michał drużyna nieba, Oliwia drużyna ziemi, Weronika drużyna nieba, Kamil drużyna ziemi, Piotr drużyna nieba, Paulina drużyna ziemi, Majka drużyna nieba, Adrian drużyna ziemi, Mateusz drużyna nieba, Agata drużyna ziemi. Dziś macie wolne, aby się lepiej poznać, zwiedzić okolicę lub po prostu dobrze zabawić. Do zobaczenia jutro!
Rozeszliśmy się, każdy do swojego pokoju. Nasza drużyna mieszka na drugim piętrze, a oni na parterze, na pierwszym piętrze mamy restaurację i bibliotekę. Obok hotelu jest super basen, jacuzzi, leżaki, krzesełka, stoliki i ogródek. Mega luksus. W pobliżu naszego hotelu już dwa razy spotkałam pancernika i raz iguanę.
Mamy tu też mini zoo, w którym jest mnóstwo meksykańskich zwierząt. Najbardziej lubię oceloty. Chodzę je często oglądać, te zwierzęta mają żółto-pomarańczową sierść w czarne "kropko-paski". Słodkie kociaki.
Dość opisywania hotelu i okolic, czas opisać moich ludzi. Najbardziej lubię Wercię i Martę. Majka jest strasznie zarozumiała, chłopaki z naszej drużyny są tacy sobie. Chłopak, który mi się podoba to... mój wróg!!! A mianowicie Kamil. Drużyna ziemi jest nawet fajna, no może poza Wiktorią, która nie potrafi pracować w grupie, Oliwka i Paula są OK, a pozostali z ich drużyny to zapaleni sportowcy. Szkoda, że musimy ze sobą rywalizować.
Kamil to słodki blondyn z cudownymi niebieskimi oczami. Tak, tak - bardzo mi się podoba, ale on pewnie mnie nawet nie zauważy. Muszę, no dobra chcę to zmienić.
Powiedziałam o tym 'fatalnym zauroczeniu' Werci i okazało się, że jej też podoba się chłopak z przeciwnej drużyny - Adrian. A więc obie musiałyśmy coś zrobić, zostało nam już tylko 30 dni.
wtorek, 28 czerwca 2011
Rozdział II - Moment prawdy
O: Trzeba się zalogować. Login... Hasło...
S: No, no oryginalny login
Ola się zalogowała i wyskoczył komunikat:
Rozległ się głośny pisk i okrzyki radości. Ola kliknęła w prostokącik 'OK' i wyskoczyły dziesiątki informacji, co brać, czego nie brać itp.
S: A więc czeka Cie miesiąc przygód. Gratuluję!
O: Jeny! Muszę iść na zakupy! Gdzie walizka?! Jakie zabrać ze sobą ciuchy?!
S: Halo! Spokój. Musimy Ci wszystko dokładnie zaplanować i ustalić.
O: OK. Już będę spokojna
S: Oby, bo do tego trzeba podejść systemowo.
Już po kilku minutach lista rzeczy do spakowania była gotowa a walizka odnaleziona. Za tydzień wyjazd do Meksyku. Nie wiadomo gdzie dokładnie i jakie warunki tam będą. Radość i podekscytowanie nie miały końca.
23 czerwiec - sobota
Ola wstało dziś później niż zwykle, zjadła śniadanie. Nadal nie mogła uwierzyć w to co się stało. Są wakacje a ona jedzie do Meksyku, a później do Afryki. Wielka przygoda tylko dla niej, aby kiedyś mieć co wspominać... i czym się chwalić. Około godziny 13.00 do drzwi zapukał listonosz i wręczył list polecony od "From Mexico to Africa". Olka w rekordowym tempie rozerwała kopertę i wyjęła zawartość.
S: No, no oryginalny login
Ola się zalogowała i wyskoczył komunikat:
Rozległ się głośny pisk i okrzyki radości. Ola kliknęła w prostokącik 'OK' i wyskoczyły dziesiątki informacji, co brać, czego nie brać itp.
S: A więc czeka Cie miesiąc przygód. Gratuluję!
O: Jeny! Muszę iść na zakupy! Gdzie walizka?! Jakie zabrać ze sobą ciuchy?!
S: Halo! Spokój. Musimy Ci wszystko dokładnie zaplanować i ustalić.
O: OK. Już będę spokojna
S: Oby, bo do tego trzeba podejść systemowo.
Już po kilku minutach lista rzeczy do spakowania była gotowa a walizka odnaleziona. Za tydzień wyjazd do Meksyku. Nie wiadomo gdzie dokładnie i jakie warunki tam będą. Radość i podekscytowanie nie miały końca.
23 czerwiec - sobota
Ola wstało dziś później niż zwykle, zjadła śniadanie. Nadal nie mogła uwierzyć w to co się stało. Są wakacje a ona jedzie do Meksyku, a później do Afryki. Wielka przygoda tylko dla niej, aby kiedyś mieć co wspominać... i czym się chwalić. Około godziny 13.00 do drzwi zapukał listonosz i wręczył list polecony od "From Mexico to Africa". Olka w rekordowym tempie rozerwała kopertę i wyjęła zawartość.
Zapowiada się ciekawie...
Kolejne dni były już tylko przygotowaniem do tego programu przygodowego. Z każdą godziną pojawiało się coraz więcej radości ale też obaw "Jak ja się tam odnajdę..."
Rozdział I - Wakacje!
Dziś nastąpił dzień wolności, dzień słońca, dzień lata - tak, to dziś zakończenie roku szkolnego, jedno z największych świąt. Pogoda sprzyjała humory również. Słońce wstało bardzo wcześnie i już oświetlało twarze dzieci i młodzieży zmierzających po raz ostatni w tym roku szkolnym do szkoły. Wśród tych twarzy była też twarz Oli Olsen, pogodnej dziewczyny kończącej właśnie pierwszą klasę gimnazjum i to ze świetnymi wynikami bo jak inaczej można określić średnią 5,21. Ola szła ze swoją najlepszą przyjaciółką Stefanią. Dziewczyny kochają plotkować, ale teraz nie było na to czasu ponieważ trzeba przecież zaplanować wspólne wakacje- tylko one dwie, plaża i słońce.
O: Mam nadzieję, że przyjmą mnie do programu
S: Jakiego programu? Do "From Mexico to Africa"? Na pewno Cie wezmą. Wysłałaś im świetny opis i jeszcze lepsze wideo
O: No nie wiem... Wiesz jaka jest konkurencja ?!
S: Tak wiem, ale poczekajmy do 18.00 na wyniki
O: Masz rację jak mnie wezmą to super a jak nie to trudno
S: No właśnie. Ale chodź szybciej bo się spóźnimy
O: A swoją drogą to ciekawe: polski program, a angielska nazwa
S: To po to, aby program był światowy a nie prowincjonalny. Wiesz, muszą zdobyć widzów.
O: Jak zwykle masz rację :)
Gdy dziewczyny weszły do szkoły od razu powędrowały na (wyjątkowo ładnie przystrojoną) dużą salę gdzie miał się odbyć apel na koniec roku. Najpierw pani dyrektor przywitała uczniów, nauczycieli, rodziców i zaprosiła ich wszystkich na część artystyczną. Po krótkim przedstawieniu zostały wręczone świadectwa, te z paskiem i te bez. Wreszcie się skończyło i wszyscy radośnie wyszli przed szkołę, by się po prostu rozejść.
S: Ej, mam pomysł. Przyjdę po Ciebie o 18.00 i razem zobaczymy wyniki
O: OK! Mam nadzieję, że mnie przyjmą
S: Jasne, że Cie przyjmą! Muszę lecieć... To pa!
Ola i Stefani rozstały się i poszły w swoje strony. Słońce było już w zenicie,a na niebie pojawiło się kilkanaście nowych chmur, które stworzyły wielką, grubą pokrywę, oddzielającą ziemię od nieba.Jednakże smak wolności był cudowny. Ola wróciła do domu, ale nie mogła sobie znaleźć miejsca, w głowie miała tylko ten program. Przez chwilę oglądała telewizję, czytała książkę, jadła obiad. Czas wlókł się jak ślimak. Wreszcie nadeszła 18, do drzwi zapukała Stefani.
S: Hejka! Gotowa na moment prawdy?
O: Jasne że tak, Właź już włączyłam komputer
S: OK, idź włącz tą stronkę z wynikami, ja tylko umyję ręce i do Ciebie zaraz dojdę.
O: Mam nadzieję, że przyjmą mnie do programu
S: Jakiego programu? Do "From Mexico to Africa"? Na pewno Cie wezmą. Wysłałaś im świetny opis i jeszcze lepsze wideo
O: No nie wiem... Wiesz jaka jest konkurencja ?!
S: Tak wiem, ale poczekajmy do 18.00 na wyniki
O: Masz rację jak mnie wezmą to super a jak nie to trudno
S: No właśnie. Ale chodź szybciej bo się spóźnimy
O: A swoją drogą to ciekawe: polski program, a angielska nazwa
S: To po to, aby program był światowy a nie prowincjonalny. Wiesz, muszą zdobyć widzów.
O: Jak zwykle masz rację :)
Gdy dziewczyny weszły do szkoły od razu powędrowały na (wyjątkowo ładnie przystrojoną) dużą salę gdzie miał się odbyć apel na koniec roku. Najpierw pani dyrektor przywitała uczniów, nauczycieli, rodziców i zaprosiła ich wszystkich na część artystyczną. Po krótkim przedstawieniu zostały wręczone świadectwa, te z paskiem i te bez. Wreszcie się skończyło i wszyscy radośnie wyszli przed szkołę, by się po prostu rozejść.
S: Ej, mam pomysł. Przyjdę po Ciebie o 18.00 i razem zobaczymy wyniki
O: OK! Mam nadzieję, że mnie przyjmą
S: Jasne, że Cie przyjmą! Muszę lecieć... To pa!
Ola i Stefani rozstały się i poszły w swoje strony. Słońce było już w zenicie,a na niebie pojawiło się kilkanaście nowych chmur, które stworzyły wielką, grubą pokrywę, oddzielającą ziemię od nieba.Jednakże smak wolności był cudowny. Ola wróciła do domu, ale nie mogła sobie znaleźć miejsca, w głowie miała tylko ten program. Przez chwilę oglądała telewizję, czytała książkę, jadła obiad. Czas wlókł się jak ślimak. Wreszcie nadeszła 18, do drzwi zapukała Stefani.
S: Hejka! Gotowa na moment prawdy?
O: Jasne że tak, Właź już włączyłam komputer
S: OK, idź włącz tą stronkę z wynikami, ja tylko umyję ręce i do Ciebie zaraz dojdę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





