czwartek, 30 czerwca 2011

Rozdział VI - Bolesna (nie)prawda

  
  Wstałam bardzo wcześnie i już miałam ochotę spotkać się z Kamilem, moim Kamilem. Ubrałam się jak najładniej mogłam. Na szczęście dziś był dzień wolny od wszelkich pojedynków i zadań. Elegancko, z wielką gracją zeszłam na śniadanie. Oczywiście nie mogłam skupić się na jedzeniu, bo przez cały czas gapiliśmy się na siebie i uśmiechaliśmy się. No tak, nie potrafimy ukrywać, że ze sobą chodzimy, bo już po śniadaniu wszyscy wiedzieli co znaczą te spojrzenia i uśmiechy. Przynajmniej nie musieliśmy się jakoś głupio tłumaczyć gdzie idziemy i dlaczego razem. No więc poszliśmy nad morze, bo gdzie indziej znaleźć odrobinę ciszy i mnóstwo romantyki. Nasz spacer minął na czułych słówkach, uśmiechach, żartach, etc. Było naprawdę miło i szybko się skończyło, bo moja drużyna zarządziła sobie zebranie, więc musiałam wracać do hotelu. Zebranie jak zebranie, musieliśmy wybrać przewodniczącego - padło na Michała, musieliśmy wymyślić swoje krótkie, jednozdaniowe hasło - wybraliśmy pomysł Weroniki 'My się wysilimy, postaramy i po trupach do celu wygramy!'. Po zebraniu już tylko rozeszliśmy się i poszliśmy w swoje strony. W pokoju Weronika zaczęła rozmowę:
- Ej, ty chodzisz z tym Kamilem, co nie? 
- No tak
- No bo wiesz musisz coś wiedzieć...
- Co?
- On... No bo wiesz... Ale nie obrazisz się?
- Nie jeśli powiesz to wprost i nie będziesz się plątać
- Ok. W takim razie słuchaj. Gadałam dziś z Martą, ona zna Kamila, bo jest jego sąsiadką. I jakoś tak się zgadało na wasz temat. Wtedy ona się spytała czy ty wiesz, że on ma dziewczynę?
- Co?! Ale jak to.
- No normalnie. On mieszka w Warszawie, tak jak ty, ja, Marta i ta jego dziewczyna. Jolka ma na imię.
- Ale, że co?!
- Sorki, ale musiałam Ci to powiedzieć.
- Spoko...
    Po tym co w tamtej chwili usłyszałam miałam ochotę go rozszarpać i tą jego Jolkę też. Pocieszałam się, że może Wera tylko mi nakłamała, bo jej się z tym Adrianem nie układa... Spojrzałam na zegarek, była już 11.05, a ja się przecież umówiłam z Kamilem na 11.00. Ledwo co powstrzymałam łzy i pobiegłam na miejsce spotkania. Akurat padał deszcz. 
- Hej kochanie - powiedział
- Hej! - odpowiedziałam złamanym głosem. 
- Co Ci się stało? Dlaczego jesteś taka smutna? - powiedział to słodko i spróbował mnie przytulić, ale ja odsunęłam się od niego - Co jest?
- Czy to prawda... że masz dziewczynę Jolkę w Warszawie - powiedziałam jednym tchem
- Ale... no zrozum... Skąd wiesz?
- Marta mi powiedziała. Jak ty tak mogłeś?! Wiesz, naprawdę mi się spodobałeś, ale dla Ciebie to była tylko zabawa! Jesteś skończonym chamem!
- Ale... Pozwól, że Ci to wytłumaczę
- Że co?! Że prawdziwą dziewczynę masz w Warszawie, a ja jestem tylko 'wakacyjną przygodą'?!
- To nie tak... bo widzisz, ja...
- Daruj sobie - przerwałam mu i zaczęłam biec w stronę mojej tajemnej polanki. Tym razem wybuchłam płaczem, nie mogłam się powstrzymać.  On tam został i stał jak wryty.
    Gdy już byłam na swojej polance, usiadłam na dużym kamieniu. Nie wiedziałam co robić. Teraz już nie mogłam znaleźć żadnego wytłumaczenia.. bo żadnego nie było! Byłam wściekła i załamana. Po chwili poczułam, że ktoś dotyka mojego ramienia, odwróciłam się to był... oczywiście Kamil!
- Co ty tu robisz? Jak mnie tu znalazłeś? - powiedziałam ocierając łzy
- Śledziłem Cie. Sorki, ale ... chcę Ci wszystko wytłumaczyć. Mogę?
- Jasne, że możesz.
- Tylko proszę nie przerywaj mi.
- No ok.
- A więc faktycznie mam dziewczynę - Ciebie. Odkąd Cie pierwszy raz zobaczyłem już wiedziałem, że musimy być razem. Jesteś naprawdę wyjątkową dziewczyną. Faktycznie chodzę z Jolką, ale tylko dlatego, że nie mam teraz jak z nią zerwać. Tu nie ma telefonów ani poczty. Przepraszam, że Ci o niej nie powiedziałem, ale wtedy byś na pewno ze mną nie chodziła, a mi na Tobie bardzo zależy. Wybaczysz mi?
- Dobra wybaczam Ci... ale to niczego nie zmienia. Nadal 'coś' do Ciebie czuje, ale muszę się poważnie zastanowić czy ten związek miałby w ogóle jakichś sens skoro jego fundamentem jest kłamstwo.
- Na prawdę Cie przepraszam. Rozumiem, że możesz czuć się oszukana. Sorki. W takim razie nie będę Ci już przeszkadzał. Wybacz... - powiedział to i odszedł
    Teraz już zostałam sama na tym kamieniu. Cały dzień minął tak nijak. Cały czas się zastanawiałam co zrobić. Wciąż go kocham, ale mam też do niego żal...

1 komentarz: