Nasza grupa wstała bardzo wcześnie, aby się przygotować, bo przecież dziś pierwszy pojedynek, który miała się zacząć o jedenastej. Przez 15 minut ćwiczyliśmy jogę a po tym skoczyliśmy na śniadanie. Michał wpadł na pomysł aby wyrwać tą mapę z "Mexico" i zabrać ze sobą. Uznaliśmy, że to świetna myśl i zrobiliśmy tak jak radził Michał. Do plecaków spakowaliśmy wodę i coś słodkiego. Byliśmy strasznie podekscytowani. Czas mijał bardzo szybko. Wreszcie nastała jedenasta. Wszyscy stali już na miejscu zbiórki, przyszła Marzena.
Marzena: Witajcie! Przed wami pierwsze zadanie. Musicie zdecydować czym chcecie się kierować. Na mapie z książki, którą wczoraj znaleźliście są zaznaczone dwa szlaki - szlak niebieski to szlak równowagi, a ten czerwony to szlak siły. Wygra drużyna, która jako pierwsza wykopie i przyniesie do mnie wykopany skarb. Drużyno nieba, czym się kierujecie?
My: Równowagą
Marzena: Drużyno ziemi czym się kierujecie?
Oni: Siłą
Marzena: A więc, 3... 2... 1... Ruszajcie!!!
Wzięliśmy mapę i szukaliśmy miejsca, w którym zaczyna się trasa. Zaczęliśmy biec. Wbiegliśmy do lasu i napotkaliśmy pierwszą przeszkodę. Naszym oczom ukazał się wielki dół zapełniony błotem. Musieliśmy przejść na drugą stronę po takiej drabince, która leżało poziomo. Udało mi się przejść, chociaż ledwo co powstrzymałam łzy i pisk, bo tak się składa, że panicznie boję się wysokości. Biegliśmy dalej i pojawił sie kolejny błotny dół, tym razem musieliśmy przejść po pniu. Po raz kolejny nie było żadnych 'ofiar'. Nie źle się zmęczyliśmy biegnąc pod górkę. Na szczęście udało nam się dotrzeć na miejsce gdzie zakopany był skarb. Tylko jak mieliśmy go wykopać skoro nie mieliśmy żadnej łopaty. No tak, zostały nam tylko ręce. Upaplaliśmy się cali w ziemi, ale mniejsza z tym skoro wykopaliśmy skrzynię ze skarbem. Biegliśmy dalej aby wyjść z tego lasu. Kolejną przeszkodą było jezioro, przez które musieliśmy przepłynąć na dwóch tratwach. Kilka razy prawie się wywróciliśmy, ale skrzynię ze skarbem chroniliśmy ze wszystkich sił. Dopłynęliśmy i pobiegliśmy w stronę Marzeny. Byliśmy pierwsi! Wygraliśmy ten pojedynek! Dostaliśmy nagrodę - 4 radia, a drużyna ziemi dostała karę - musiała posprzątać całe piętro pierwsze.
Tym razem zamiast kolacji był grill nad morzem. Od razu powędrowałam w stronę Kamila, który akurat stał na molo.
- Hejka - powiedziałam
- Hej!.
- Co porabiasz?
- Tak się zastanawiam czy umiesz pływać...
- Umiem, a co?
- A nic. - uśmiechnął się i... wepchnął mnie do morza, a później sam wskoczył.
- Co ty wyprawiasz? - powiedziałam niby złowrogo, ale i tak po kilku sekundach wybuchliśmy śmiechem. Zaczęliśmy się chlapać. Nie zwracaliśmy uwagi na to że pływamy w ubraniach. Nagle stanęliśmy, jedną ręką trzymał moją rękę pod wodą, a drugą odgarnął moje włosy z twarzy i złapała mnie później ta ręką za moja drugą rękę. Trochę to poplątane. Teraz staliśmy trzymając się za ręce pod wodą. To było strasznie romantyczne. Słodko się uśmiechnęłam. To miłe wydarzenie przerwała fala, a my na chwilę znaleźliśmy się pod wodą. Gdy się wynurzyliśmy wszyscy byli już w morzu. Zero prywatności! Robiło się już ciemno...
- Chodźmy na spacer - zaproponował
- Chodźmy
Wyszliśmy z wody i powędrowaliśmy przez las na spacer. Wreszcie się zatrzymał i już po raz drugi trzymał mnie za ręce. Przez chwilę tak staliśmy, słodko się uśmiechając, w końcu on powiedział.
- Wiesz, bardzo mi się podobasz...
- Dzięki, ty mi też.
- No więc.. Czy zostaniesz moją dziewczyną?
- Jasne, że tak.
Nasze twarze zbliżyły się do siebie i... pocałowaliśmy się. To było coś pięknego. Dookoła nas kwiecisty las, ciemne niebo i pełnia...
W jednym dniu po raz pierwszy się pocałowałam i 'zdobyłam' pierwszego chłopaka. Dzień pełen wrażeń. Jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu.
Po tym długim wyjątkowym pocałunku, uśmiechnęłam się i poszłam do swojego pokoju. Sama nie wiem dlaczego. Włączyłam radio, położyłam się na łóżko i czekałam na jutrzejszy dzień i jutrzejsze spotkanie z Kamilem...
No no no ! ; D
OdpowiedzUsuńhehehe.
zaczyna się robić ciekawie ^ ^